Polskie krafty# Lodzermensch, czyli dlaczego lubię style historyczne

PIWNE STYLE HISTORYCZNE

Oprócz kilku stylów piwa, które upodobałem sobie szczególnie, takich jak Gose, Coffee Stout czy też Quadrupel, szczególną estymą darzę style historyczne, czyli takie, które z jakichś powodów zostały zapomniane a teraz piwowarzy próbują je reaktywować. Powodów jest kilka. Przede wszystkim ciekawość poznawania tego, co zostało zapomniane. Kiedy przyjrzeć się, jaka jest ilość tych stylów, człowiek uświadamia sobie jak bogate są tradycje piwowarskie.

Po drugie, warzenie piw w starych zapomnianych stylach, jest niewątpliwie działaniem na rzecz zachowania dziedzictwa kulturowego poszczególnych krajów i piwowarstwa, jako takiego. Po trzecie to niesamowita okazja do rozwoju współczesnego piwowarstwa a dla konsumentów do poznawania jeszcze większej gamy smaków i aromatów.

Ten przydługi wstęp ma być wprowadzeniem do piwa, które mam dzisiaj przed sobą. Lodzermensch jest to jeden z wypustów Browaru Piwoteka. Ekipa pod wodzą Marka Puty, jest znana z tego, że lubi grzebać w starych recepturach i reaktywować style historyczne. Tym razem na warsztat wzięli piwo w stylu Cottbuser (Chociebuskie), czyli piwo z jednej strony kwaśne i orzeźwiające, a z drugiej słodkie i gładkie. Ta dwoistość wynika z wykorzystania miodu, płatków owsianych i cukru. Styl jest w zasadzie Niemiecki, ale niektórzy wspominają też o Polskich inklinacjach, gdyż miasto Cottbus do 1031 roku nazywało się Chociebuż i było częścią królestwa Piastów.

 

 

 

LODZERMENSCH – COTTBUSER

ALKOHOL : 5%

BLG: 12%

CHMIELE: Lubelski

DODATKI: miód, cukier, płatki owsiane

 

START:

Po przelaniu do szkła moim oczom ukazało się piwo jasne, złote i lekko zmętnione. Przypominało mi nieco znane niemal wszystkich niepasteryzowane lagery. Barwa ze złotej przechodziła w opalizującą, nieco pomarańczową. Piana składająca się z małych pęcherzyków, mimo początkowego potencjału szybko znikła. Bez piany piwo znów przypominało mi znanego klasycznego lagera.

 

PIERWSZE KILOMETRY:

W pierwszym momencie aromat Lodzermensch jest wyraźnie kwaskowy, przywodzi na myśl piwa z bakteriami kwasu mlekowego. Po kilku chwilach pojawiają się też aromaty kojarzące się z pszenicą. Tło stanowią też nuty miodowe.

Tutaj ciekawostka, bo normalnie, gdybym nie wiedział, że w piwie jest miód i że to tak ma być, pomyślałbym, że to wada, że piwo się utleniło i to daje efekt miodu. To kolejny dowód na to, że piwo jest mocno kontekstowe i to, co czasem jest wadą w innym wypadku może być po prostu pożądanym efektem.

Wracając do piwa z Piwoteki, oprócz miodu w tle można wyczuć też aromaty fermentującego zboża, nutki mleczne. Mniej więcej od połowy piwa, aromat robi się coraz bardziej słodki.

 

DECYDUJĄCE KILOMETRY:

W smaku pierwszy akcent, to znów nuty kwaskowe. Czuć też od razu, że piwo jest mocno nagazowane i lekko gryzie podniebienie. Nuty mleczne znane z piw z lactobacilus (bakterie kwasu mlekowego, takie jak w jogurtach) też są obecne. Po kilku łykach pojawia się miód i pozostaje już do końca. Piwo jest rześkie i lekkie, bardzo pijalne. Na finiszu można też zauważyć obecność chmielu w klasycznej postaci akcentów ziołowych, znanych z klasycznych lagerów (tych lepszych).

 

FINISZ:

Piwo jest przede wszystkim rześkie i pijalne. Ciekawe jest to, że jest jednocześnie trochę kwaśne i trochę słodkie. Ma pewne cechy, które przywodzą na myśl skojarzenia z lagerem, ale takim nieco ciekawszym. Poprzez to skojarzenie, uważam, że piwo zyskuje na łatwości odbioru i mogłoby odnieść sukces komercyjny. Mam nadzieję, że Lodzermensch to nie ostatni Cottbuser, w wykonaniu polskich rzemieślników.

Jedno przemyślenie nt. „Polskie krafty# Lodzermensch, czyli dlaczego lubię style historyczne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *