Siła sugestii w degustacji piwa i nie tylko

PRZEKLEŃSTWO SUGESTII

Chyba każdy z nas, chociaż raz w życiu był zły na kogoś innego za to, że coś mu zasugerował. Podsunął odpowiedź, rozwiązanie, które ostatecznie zepsuło możliwy efekt samodzielnej eksploracji tematu. Dlatego tak często „sugerowanie się” kojarzymy raczej z czymś nie za bardzo pozytywnym. Wszak każdy wie, że lepiej wyrobić sobie zdanie samemu. Tak samo jest też z piwem, a nawet z bieganiem.

JAK TO DZIAŁA?

W przypadku piwa, jedzenia czy innych rzeczy odbieranych sensorycznie (zmysłami) sugestia działa najczęściej, jako kluczyk otwierający pewną szufladkę. Ktoś mówi „w tym piwie czuć marchewkę” i wtedy nasz mózg szuka sobie zapamiętanego gdzieś aromatu marchwi i dokonuje szybkiego porównania i jeśli znajdzie coś zbliżonego w tym piwie wtedy przesyła nam informacje, że to aromat marchewki. To oczywiście uproszczony schemat.

 

TO JEST STOUT, WIĘC MUSISZ POCZUĆ TO, TO I JESZCZE TO

Osoby dopiero wkręcające się w degustowanie piwa, na pewno zetknęły się z siłą sugestii nie raz. W zasadzie od tego się zaczyna. Kiedy prowadzę warsztaty albo pokazuję komuś jakieś nowe piwo, to muszę mu coś o nim opowiedzieć i choćby z grubsza powiedzieć, jak może/powinno smakować czy pachnieć. W końcu po coś rozróżniamy style piwne i nadajemy im określone cechy oraz parametry. To jest raczej bezdyskusyjne. Ale nie dajmy się wpędzić w sytuacje, kiedy będziemy szukać w piwie (czy też jedzeniu) tylko tych smaków, które zasugerowano nam na etykiecie lub opowiadając o nim.

 

SUGERUJMY SIĘ, ALE Z GŁOWĄ!

Mnie chodzi bardziej o to, że nie warto się w tych sugestiach zamykać i uważać ich za klamrę spinającą smak i aromat danego piwa w ramę. Każdy styl ma pewne cechy charakterystyczne, które większość z nas jest w stanie wyłapać, ale może tam być znacznie więcej.

Sugerując się jedynie wyznacznikami dochodzimy do punktu gdzie sugestia zamiast pomagać, ogranicza nas i może czasem popsuć potencjał danego piwa czy jedzenia, (bo to tak naprawdę działa tak samo).

Dlatego chciałbym abyś Czytelniku, zapamiętał, że degustacja piwa ma być aktem odkrywania czegoś, bez zamykania się w schematach. Dobrą zabawą i treningiem zmysłów. Każdy z nas ma je inaczej skonstruowane i inaczej wyczulone na pewne związki zapachowe czy smakowe.

Błędem jest też bezpośrednie sprowadzanie tego, co czujemy do oceny piwa, bo wchodzi w sferę naszych preferencji i gustu. Jednej osobie aromat toffi nie będzie przeszkadzał, bo to lubi a inną to odrzuci.

W związku z powyższym często dziwią mnie spory prowadzone na temat jakiegoś piwa. Nie odmawiam komuś prawa do takich dysput, ale mają one często charakter akademicki.

 

BIEGACZU, TEŻ TO MASZ!

W bieganiu czy sporcie też działają takie mechanizmy. Sugerujemy się bardziej doświadczonymi zawodnikami i tym, co uważają na temat jakiegoś treningu czy ćwiczenia. Albo znajomymi, którzy sugerują nam coś na podstawie swoich doświadczeń. Czy to jakiś suplement czy metodę treningu czy sposób na kolkę. Często ich intencję są czyste, ale kiedy pojawia się u nas wątpliwość, co do ich słuszności, lepiej jest to jednak sprawdzić samemu, na sobie.

 

PODSUMOWUJĄC

Sugestii nie unikniemy, ale kiedy wiemy jak działa i jak do niej podchodzić będziemy w stanie unikać sytuacji, kiedy sugerowanie się nie wychodzi nam na dobre. Zarówno z piwem jak i z aktywnością fizyczną warto eksperymentować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *