Ulubione piwo? Jak do tego podejść?

ULUBIONE PIWO – CO TO ZNACZY?

Często mówimy o czymś, że jest ulubione w jakimś sensie.

Ulubiony film, ulubiona zupa, ulubiony kolor itd. Jednak rzadko się zastanawiamy jak to bycie ulubionym rozumiemy. Podobnie może być w przypadku piwa. Co jakiś czas ktoś mnie pyta jakie jest moje ulubione piwo, bo przecież jak tak dużo degustuję to pewnie mam takich kilka. Nierzadko, gdy udzielę już jakiejś odpowiedzi, rozmówca dziwi się, wymienia kilka innych piw wartościując je jako: „to jest dopiero petarda!”, „a tamto, najlepsze jakie piłem w tym roku”.

Niektórych po prostu dziwią moje odpowiedzi. Dlaczego? Bo w tym momencie się nie rozumiemy. Pytanie pada o moje ULUBIONE piwa, a nie o NAJLEPSZE JAKIE PIŁEM. Dla mnie to jest zasadnicza różnica. Już śpieszę z wyjaśnieniem.

 

KRYTERIA „ULUBIONOŚCI” PIWA

W moim odczuciu, aby jakieś piwo było ulubione musi spełnić kilka kryteriów:

  • Po pierwsze i najważniejsze, to nie może być pojedynczy strzał i degustacja. Takie piwo się powtarza, piło się je co najmniej kilka, jeśli nie kilkadziesiąt razy.
  • Po drugie, musi być powtarzalne, czyli za każdym razem zadowalać swoim poziomem.
  • Po trzecie, nie może być jednocześnie bezrefleksyjne. Owszem – znamy je, wiemy czego się po nim spodziewać, ale za każdym razem daje nam tyle przyjemności, że mimo wszystko je analizujemy, skupiamy się choć trochę i chwalimy.
  • Po czwarte, (ale nie zawsze tak musi być) ulubione piwa z czymś się nam kojarzą, być może pijemy je na jakąś okazję lub cokolwiek innego, w każdym razie – łączą nas z nimi jakieś wspomnienia.
  • Po piąte, to nigdy nie będzie piwo o którym powiesz „najlepsze jakie piłem w życiu!”, może się to Wam wydać nielogiczne, ale tak jest. Coś co znamy i cenimy nigdy nie przebije uczucia przy jednorazowym efekcie „wow level 100”.

Kontynuując niejako ostatnią myśl. Takich efektów „wow” w przypadku piwa przeżywamy wiele, na tym też polega poznawanie świata piwa. Z czasem stajemy się bardziej wymagający, szukamy innych doznań. Możliwe, że piwa które są w Twoim TOP 3 czy tam TOP 10, też kiedyś zaliczyły efekt „wow”, a teraz po prostu je piekielnie szanujesz.

 

MOJE TOP 5

Postanowiłem więc, że podzielę się z Wami swoją krótką listą ulubionych piw. Nie zrobię tego tak od razu. Szczerze, to zastanawiając się nad tym, naliczyłem tylko trzech pewnych kandydatów i może z 2-3 pretendentów. Tak więc lista będzie powstawać z czasem. Dzisiaj zdegustuję piwo, które nasunęło mi się jako pierwsze i nie mam najmniejszych wątpliwości co do jego kandydatury.

TRAPPISTES ROCHEFORT 10

 

 

Ekstrakt: nn (dużo)

Alkohol: 11,3%

IBU: 27

 

Wstęp: 

Dziesiątka z Rocheforta to piwo w stylu Quadrupel, jednym z moich ulubionych, to taki belgijski RIS jeśli chodzi o prestiż, woltaż i złożoność smaku. Piłem kilka świetnych piw w tym stylu. Najlepszym „quadem” jakiego miałem przyjemność próbować było piwo Moi&Medogenloos z browaru De Molen, mimo iż nie jest to najwyżej ocenianie piwo. Po prostu był efekt „wow”. Natomiast moim ulubionym „quadem” jest właśnie Rochefort 10. Tym piwem przekonałem do ciekawego/innego piwa niejedną osobę. Pije je najczęściej maksymalnie 3-4 razy w roku i zawsze jest to dla mnie przyjemność. Dzisiaj też będzie. Nawet jest okazja. Godzinę temu przebiegłem życiówkę na 10 km. Świętujmy zatem!

Piana:

Piana jest koloru jasnego beżu. Z początku jest dosyć obfita i kremowa, jednak szybko opada do małej warstwy, która utrzymuje się już dłużej.

Barwa:

Barwa piwa to ciemny brąz, nieco wpadający w rubin pod światłem. Jest nieco mętne.

Aromat: 

Aromat jest złożony i bogaty. Czuć karmel, opiekane ciasto i bardzo dużo suszonych owoców. Suszone figi lub daktyle, rodzynki. Aromaty owocowego likieru z lekką nutką śmietankowo-kawową. Aromat jest zdecydowanie słodki z elementami pikantnymi i alkoholowymi. Pojawia się też aromat przypominający truskawki.

Smak:

W smaku już od pierwszego łyku czuć, że piwo ma swoją moc, że jest gęste i ma kremową, aksamitną fakturę oraz, że jest nad czym myśleć. Czuć zdecydowanie karmel, posmaki suszonych owoców. Po przełknięciu najpierw przemykają charakterystyczne dla piw belgijskich akcenty pikantne i przyprawowe, a następnie lekki alkohol, który grzeje przełyk i nieco go drażni. Goryczka jest do zidentyfikowania po kilku łykach, ma charakter raczej klasyczny, ziołowy i ziemisty. Po pewnym czasie czuć też nity skórki od chleba i palonego zboża. Jest też dosyć mocny akcent sherry.

Podsumowanie:

Piwo jest na prawdę warte spróbowania. Jeśli komuś przeszkadza to, że czuje w piwie obecność alkoholu, to może mu aż tak nie zasmakować, ale jest on dosyć ułożony i nie przeszkadza w samym odbiorze piwa. Jest złożone i bogate w smaku, dobre na długie wieczory, jednak znika ze szkła dość szybko.

A Wy jakie macie swoje TOP? 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *