Polski kraft z perspektywy sklepu specjalistycznego [Wywiad z Chmielobrodym]

SPOJRZENIE Z INNEJ PERSPEKTYWY

 

W piwnej publicystyce i blogosferze możemy już bez problemu dowiedzieć się, jak wygląda perspektywa i ocena rynku piwa kraftowego w polsce z punktu widzenia samych browarów, czy też z punktu widzenia mniejszych lub większych twórców i komentatorów rynku (tutaj odsyłam do corocznych ankiet prowadzonych przez Jerry Brewery), znamy też aktualne statystyki zeszłego roku (TUTAJ jak zawsze nieoceniona jest Piwna Zwrotnica).

Ja postanowiłem ugryźć temat z nieco innej strony i dowiedzieć się, jak wygląda perspektywa rynku i świata piwnego kraftu, okiem właściciela sklepu specjalistycznego z piwem. W tym celu, przeprowadziłem wywiad z Michałem „Chmielobrodym” Stemplowskim, blogerem i właścicielem sklepu Chmielobrody w Katowicach.

 

WYWIAD Z CHMIELOBRODYM

Jak łączy On pracę zawodową, bloga i sklep z piwem? Jak wygląda taka działalność od kuchni? Jakie trendy można zauważyć z za lady? Zapraszam do czytania!

 

  1. Co było pierwsze. Pomysł na bloga czy pomysł na sklep/biznes?

Pierwszy był sklep. Na pomysł otwarcia miejsca, w jakim będzie można kupić dobre piwo wpadłem jakieś 3 lata temu, ale praca na etacie skutecznie uniemożliwiała mi realizację tego pomysłu. I pewnie nadal nic by z tego nie wyszło, bo swoją codzienną pracę lubię, ale na szczęście dzięki pewnym zbiegom okoliczności w końcu się udało. Blog był naturalnym, kolejnym krokiem, niejako legitymującym sklep do profesjonalnej działalności.

 

  1. Dwa najważniejsze powody, dla których zdecydowałeś się na otwarcie sklepu z dobrym piwem?

Świat piwnego kraftu to moje hobby. Kiedy 5 lat temu pierwszy raz spróbowałem Ataku Chmielu z Pinty moje podejście do piwa wywróciło się do góry nogami. Zacząłem zgłębiać temat i wsiąkać w tę całą otoczkę. Mając już jakąś wiedzę i, co najważniejsze, pomysł na marketing pomyślałem, iż można by połączyć przyjemne z pożytecznym.

Drugim powodem był dostęp do premier w zasadzie ad hoc. Nie muszę martwić się, czy tym razem uda mi się zdobyć drugą butelkę Imperium Prunum czy też nie. Niemniej jednak to klient jest najważniejszy, czego dowodem niech będzie odmówienie sobie np. Korda, którego dostaliśmy homeopatyczne ilości. Niech inni też korzystają.

Oczywiście tego wszystkiego nie byłoby, gdyby nie moja dziewczyna – Marta. To ona, na co dzień jest na miejscu i to w zasadzie ona jest właścicielem sklepu. Ja dałem pomysł, nazwę, logo i marketing. Natomiast zarządzaniem zajmujemy się wspólnie.

 

  1. Czy na przestrzeni czasu w Twoim sklepie (możesz też wziąć pod uwagę inne tego typu miejsca w Twojej aglomeracji, jeśli posiadasz takie dane) da się zauważyć wzrost zainteresowania Polskim Kraftem?

Ciężko mi patrzeć na inne sklepy w rejonie, bo obecnie nie muszę z nich korzystać, więc będę bazował na własnym doświadczeniu. Podpowiada mi ono, iż z każdym miesiącem osób zainteresowanych kraftem przybywa. Nie jest to przyrost przyprawiający o zawroty głowy, ale ciągle obserwujemy nowe twarze w naszym sklepie, co niesamowicie cieszy.

Motyw przewodni to dobry pomysł, na wyróżnienie się wgdy rynek rośnie. (źródło: Zdjęcie z zasobów sklepu Chmielobrody)

 

  1. Klienci częściej kupują po nazwie/etykiecie/marce czy chętnie i często pytają i słuchają tego, co im doradzasz?

Część klientów ma już wyrobiony własny gust i wie, czego szuka. Dla tych osób istotne są informacje na kontretykiecie – użyte surowce, wysokość ekstraktu, zawartość IBU. Spora grupa naszych klientów jednak pyta o poradę i tutaj razem z Martą zawsze staramy się jak najlepiej doradzić. Oczywiście w całym tym zamieszaniu marki i etykiety robią swoje. Z kolei, kiedy na półki wjeżdża nowy, mały browar, to najczęściej zaczyna się sprzedawać dzięki naszym rekomendacjom. Oczywiście o ile jest on tego warty, bo absolutnie nie podpowiadamy opcji, jaka nam nie zasmakuje. Innym tematem są rekomendacje blogerów z Tomkiem Kopyrą na czele. Efekt Kopyra to nie mit, wierz mi (śmiech).

 

  1. Jak wyglądają proporcje wśród wyborów zakupowych Twoich klientów? Raczej Polskie piwo czy zagraniczne?

Nasz sklep jest na ten moment bardziej nastawiony na polską scenę kraftową. Oczywiście mamy spory wybór piw z zagranicy, ale staramy się wieść prym w wyborze polskich produktów piwowarskich. Planujemy to zmienić w niedalekiej przyszłości, ale póki mamy półtora tysiąca premier piwnych w Polsce rocznie, tak chyba na brak nowości i ciekawostek nie możemy narzekać.

 

  1. Czy zauważasz jakiś wpływ gorączki wydawniczej na klientów? Czy widać wyraźnie, że gdy piwo wchodzi na rynek to przez kilka dni jego sprzedaż jest o wiele wyższa?

Wszystko zależy od tego, jak browar ogarnie marketing i reklamę swojej premiery. Umówmy się, – kiedy w ciągu roku na rynek trafia taka ilość nowego piwa, że przeciętny Kowalski musiałby pić ponad cztery butelki dziennie, aby wszystkiego spróbować, tak większość nowości przemyka niezauważona. Już nie wystarczy zrobić premiery w jakimś multitapie, z dorzuceniem wydarzenia na Fejsie. Jednakowoż, kiedy browar zdecyduje się na inne kanały promocji, tak zainteresowanie danym piwem rośnie. Jak już wspominałem – efekt Kopyra to nie mit. Chociaż to nie jedyna opcja na poprawienie notowań nowości na starcie.

 

  1. Jak często zdarza się, że klienci powołują się na recenzje wyczytane w internecie lub powołują się na osoby opiniotwórcze? Chodzi mi o to, czy można w ten sposób zauważyć działanie np blogerów piwnych w kreowaniu popytu.

Nie jest to częste zachowanie, ale mimo wszystko da się je zaobserwować. I tutaj okazuje się, że odpalenie bloga było dobrym pomysłem, gdyż nasi stali klienci często tam zaglądają i jest to dla nich jakiś wyznacznik. Zdarzają się też osoby, powołujące się na opinie znajomych, co pokazuje, że ten nasz kraftowy świat działa dosyć prężnie. Do tego można dołożyć, co raz popularniejszy portal Untappd oraz oczywiście klasyka tego typu serwisów – portal Ratebeer.

 

  1. Czy częściej to Ty sam starasz się o kontakt z danym browarem/kontraktem, czy częściej to same browary szukają kolejnych miejsc dystrybucji i same się odzywają?

Duże marki nie muszą starać się o to, aby pojawiły się na półkach sklepów specjalistycznych. To raczej my musimy zabiegać o nich u hurtowników (śmiech). Sprawa dotyczy głównie piw limitowanych, produkowanych w niewielkich ilościach. Za przykład niechaj posłuży Imperator Bałtycki z Pinty, Kord z Jana Olbrachta czy też Hades Gone Wild z Olimpu. Natomiast mniejsze, głównie kontraktowe browary częściej starają się kontaktować z nami bezpośrednio.

Wybór potrafi przyprawić o ból głowy. Na szczęście, zawsze można liczyć na poradę właścicieli. (źródło: zdjęcie z zasobów sklepu Chmielobrody)

 

  1. Niektórzy komentatorzy rynku, zwrócili uwagę na to, że rok 2016 był rokiem marketingu wśród Browarów Kraftowych. Jak Ty to oceniasz? Czy coraz częściej masz do czynienia z ofertami takimi jak: darmowe sample piwa, dodatkowe gadżety mające stymulować sprzedaż, propozycje wspólnych akcji promocyjnych itp.?

Trzy lata temu na rynku mieliśmy nieco ponad 120 browarów (łączni z kontraktowcami) i poniżej 500 premier rocznie. Obecnie liczba podmiotów warzących piwo zbliża się powoli do 300, nie wspominając o przekroczeniu bariery 1500 nowych piw w roku. Nie ma opcji, aby przy tak zatrważającym wzroście olać bardziej złożony marketing. My sami staramy się, co jakiś czas robić tzw. „tydzień z browarem”. W jego trakcie przy zakupie umówionej ilości butelek z danego browaru klient dostaje np. szkło z logo danej marki gratis. Browary chętnie biorą w tym udział, dostarczając nam gadżety, a sama akcja bardzo fajnie się sprawdza. W 2017 roku spodziewam się nawet bardziej intensywnych akcji marketingowych ze strony kraftowców.

 

  1. Czy sygnalizowane coraz częściej nasycenie rynku, ma Twoim zdaniem wpływ na łatwość robienia interesów ze strony właścicieli sklepów specjalistycznych? (Czy łatwiej o konkretne piwo, czy dalej pewne browary mają zamkniętą listę miejsc dystrybucji i trzeba się przebijać jakimiś specjalnymi ofertami?)

To jest zależne od ilości piwa, wypuszczanego na rynek. Kiedy np. Alebrowar wypuszcza jakąś premierę, to nie jest o nią trudno, o ile jej podaż jest odpowiednio wysoka. Gorzej sytuacja wygląda w przypadku piw limitowanych, długo leżakowanych, itp. Dla przykładu – Buby Extreme z browaru Szałpiw było tak mało, że ludzie się o nie wręcz zabijali. Konkludując: z jednej strony obserwuję przesyt warzonych stylów „standardowych”, jak wszelkiej maści odmiany IPA, Stoutów czy Porterów, a z drugiej strony niedobór stylów ekstremalnych.

 

  1. Jakie są u Ciebie w sklepie hity sprzedażowe? Takie, które wiesz, że jak dane piwo zamówisz zostanie wykupione? (Nie mam tu na myśli gorących premier a raczej „flagowce” ze stałej oferty browarów)

Standardem, jaki zawsze schodzi jest ciągle Atak Chmielu i Rowing Jack z Alebrowaru. Bardzo dobrze sprzedają się u nas piwa z browaru Hajer, czego zasługą jest silna wieź Ślązaków z regionem. Z kolei sporym zaskoczeniem był dla mnie Biowar z kooperacji browaru Recraft i studentów Uniwersytetu Śląskiego – ludzie czasami kupowali po 10 butelek tego trunku, a każda kolejna dostawa znikała w mgnieniu oka. Poza tym piwa z Trzech Kumpli, Profesji, Browaru Zakładowego czy Radugi to też pewniaki na naszych półkach.

 

  1. Jak prowadzenie bloga wpływa na Twój biznes i wice wersa?

Blog początkowo miał być tylko wsparciem dla sklepu. Planowałem wypuszczać, co jakiś czas kilka recenzji i tyle. Niemniej jednak okazało się, że sporo ludzi czyta moje wypociny, a jeszcze więcej czeka na relacje z piwnych eventów czy publicystykę. Poza tym jedno z drugim fajnie wpływa na zdobywanie nowych kontaktów i znajomości w branży. Dodatkowo rewelacyjnie, że Chmielobrody cieszy się już pewnym autorytetem, co pozytywnie wpływa na odbiór sklepu. Ludzie chętnie bazują na naszym doświadczeniu. Oboje z Martą staramy się ciągle doskonalić i poszerzać swoje horyzonty. To bardzo pomaga w codziennej pracy.

 

  1. Czy widzisz jakieś dodatkowe role dla sklepów specjalistycznych oprócz samej sprzedaży detalicznej/dystrybucji? Np. organizowanie warsztatów, banków piw domowych do wymiany itp. I czy to Twoim zdaniem bardziej zabiegi PR czy realna szansa na dodatkową działalność i rozszerzenie formuły.

Kto się nie rozwija, ten stoi w miejscu. Co prawda warsztatów w sklepie zrobić nie możemy, bo tego zabrania nam prawo, ale już zdarzyło mi się prowadzić piwną degustację, z „chmielobrodym” sklepem w tle. Mamy też kilka pomysłów, ale o tym na razie cichosza, bo nie ma, co zapeszać. W każdym razie trzeba ciągle kombinować i myśleć o rozwoju. Krafty powoli stają się dostępne w marketach, przez co tracimy część klientów. Owszem, mamy tę przewagę, że jesteśmy na miejscu, doradzimy i pomożemy. W sklepach wielkopowierzchniowych będzie o to raczej trudno. Jednakowoż oczy i uszy trzeba mieć szeroko otwarte i… kombinować (śmiech).

Jedno przemyślenie nt. „Polski kraft z perspektywy sklepu specjalistycznego [Wywiad z Chmielobrodym]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *