Moje bieganie: 2016 wnioski z pierwszego roku biegania

PODSUMOWANIA I OBIETNICE

Przełom roku to zawsze czas podsumowań, obietnic i postanowień. Podsumowanie w temacie rynku piwa w Polsce, tym razem zostawiłem kolegom po piórze, którzy robią to dobrze. Wszelkie dane statystyczne na temat wyczynów Polskich rzemieślników piwnych znajdziecie we wpisie Piwnej Zwrotnicy (TUTAJ), natomiast moje zdanie wyraziłem w ankiecie przeprowadzanej rok do roku przez Jurka z bloga Jerry Brewery (możecie o tym poczytać TUTAJ).

Nie samym piwem jednak mój blog żyje. Dlatego postanowiłem skrótowo podsumować pierwszy (niepełny zresztą) rok, mojego biegania „na poważnie”.

 

Po co takie podsumowanie? Ponieważ, jak zawsze na początku przygody z czymś nowym, popełniłem kilka błędów i postarałem się wyciągnąć z nich trochę wniosków. Być może, niektóre będą Wam pomocne.

 

PORAŻKA, JAKO KATALIZATOR

Nie jestem typem biegacza, którego historia zaczęła się od tego, że był otyły i prowadził zły tryb życia i nagle bieganie uratowało mu zdrowie i życie. Zawsze byłem aktywny. Dlaczego więc zacząłem biegać akurat teraz? W zasadzie już od roku 2014 byłem „Niedzielnym biegaczem” zaliczyłem wtedy (według Endomondo) około 160 km. W 2015 roku było podobnie. Wystartowałem nawet w 2 lub 3 biegach. Były to jednak bardziej chwilowe zrywy i towarzyszenie Zabieganej Duszy, która biega na poważnie od 2014 roku.

W lutym 2016 zapisałem się, zresztą, jak co roku, na zawody Cross Marcowy w rodzinnym Puszczykowie. Podobnie jak w poprzednich latach nie trenowałem, tylko poszedłem pobiec zawody. Było to 8 km i wybiegałem coś około 48 minut. No i się wkurzyłem, bo ten czas naprawdę był słaby. Drugą sprawą była obserwacja Doroty (Zabiegana Dusza). Widziałem jak biegając się rozwija, jak ją to cieszy i stwierdziłem, że może mnie też to zaciekawi bardziej. Zacząłem, więc trenować…

 

 

Z MOTYKĄ NA GRODZISK

Jednym ze sposobów motywowania się do treningu jest zapisanie się na zawody. W moim przypadku musiały to być jakaś poważna impreza, bo ja widać 8 km mnie nie zmotywowało do przygotowań. Zapisałem się, więc na Półmaraton w Grodzisku Wielkopolskim, który miał być w czerwcu.

W między czasie zacząłem się dokształcać w dziedzinie biegania, ściągnąłem sobie plan treningowy na złamanie 2 godzin i rozpocząłem realizację. Efekt był taki, że w między czasie złapałem jakieś przeziębienie i generalnie regularność była utrzymana, ale sam plan realizowałem raczej w około 50%.

Potem pobiegłem ten Półmaraton. Nie złamałem 2 godzin, zabrakło mi 30 sekund…

Może nawet byłbym zadowolony z tego czasu, gdyby nie to, że zaczęła mnie boleć pachwina. Jednak w myśl zasady, żeby być „twardym a nie miętkim” dwa tygodnie później pobiegłem w Poznaniu w biegu Piotra i Pawła na 10 km, tam był plan, aby złamać 50 minut.

Nie złamałem, zabrakło minuty.

Za to pachwina powiedziała mi wyraźnie, że dalej nie mogę się oszukiwać i przedstawiła mi swoje imię – Kontuzja.

 

CO NIE ZABIJE TO WZMOCNI

Lipiec i Sierpień to był czas, kiedy musiałem się wyleczyć. Zatem bieganie znów było tylko niedzielną rozrywką. Pobiegłem jakieś zawody, ale typowo dla funu truchcikiem. Ponadto sporo analizowałem, dlaczego mam taką kontuzję i co mogę zrobić, żeby nie wracała.

I wiecie co, to był najbardziej pouczający czas w tym roku. Doszedłem do wniosku, że bieganie jest przez wielu uważane za mocno kontuzjogenne, dlatego, że wielu ludzi zaczyna biegać bez przygotowania do tego. I nie chodzi mi tutaj o brak rozciągania, chociaż to też spory problem i temat na osobny wpis. Chodzi mi o zakresy ruchu i mobilność poszczególnych stawów oraz ogólny poziom sprawności fizycznej.

U mnie to było (i nadal jest) to. Słaby zakres ruchomości w miednicy, nierównowaga mięśniowa. Wielu z nas to ma, ale większość dowiaduje się w taki sposób jak ja, kiedy zdarzy się kontuzja.

A kiedy już się dowiedziałem, co jest nie tak, zacząłem robić wszystko co mogę, aby ten stan poprawić i móc biegać dalej.

 

 

NOWE PODEJŚCIE DO BIEGANIA= WIĘKSZA RADOŚĆ

Wraz ze wzrostem mojej świadomości na temat niedoskonałości mojego ciała, w moim rozkładzie tygodnia najważniejsze miejsce zajął trening workoutu, który w wydaniu mojego trenera Szymona, jest połączeniem treningu stabilizacji, treningu funkcjonalnego, jogi oraz treningu siłowego z wykorzystaniem masy własnego ciała. Poza tym zacząłem regularnie ćwiczyć w domu, więcej się rozciągać oraz korzystać z wałka do masażu. To wszystko sprawiło, że objawy kontuzji zdarzają się coraz rzadziej, a ja mogę biegać coraz więcej i coraz szybciej.

Teraz oparłem swoje podejście do biegania o koncepcje wspinania się po drabinie. Stopniowo zwiększać kilometraż, obciążenia oraz koncentrować się na mniejszych celach i najpierw poprawiać się na krótszych dystansach.

To wszystko w połączeniu z eksperymentowaniem z nowymi metodami treningowymi, sprawiło ze na koniec roku w listopadzie poprawiłem swoją życiówkę na 5 km najpierw o 50 sekund a potem znów o 1:20 minuty (teraz to 22:32), tym samym wynik z 2014 roku w końcu poszedł w niepamięć.

 

WNIOSKI

Podsumowując zakończyłem rok 2016 z 705 km w nogach, z wynikiem na 5 km, z którego jestem zadowolony oraz z dużą dawką optymizmu i energii na kolejny rok.

Zrozumiałem, że bieganie to nie projekt na rok czy dwa, ale coś, co zdecydowanie chcę robić dłużej, dlatego muszę używać nie tylko nóg, ale i głowy.

Zrozumiałem, jak ważne jest utrzymywania całego ciała w dobrej kondycji i że ćwiczenia, na pozór, niezwiązane z bieganiem, są bardzo istotne i warto je robić (niedługo napiszę o treningu uzupełniającym).

Zrozumiałem, że granica między zdrową dawką ambitnego podejścia, a przesadą i zajechaniem się na treningu/zawodach, jest cienka i muszę o tym pamiętać.

Zrozumiałem, że robienie planów treningowych ma sens, ale najważniejsza jest w nich sama regularność a nie robienie ich, co do jednego kilometra.

Zrozumiałem, że kontuzje się zdarzają i pewnie zdarzą mi się jeszcze nie raz, ale już wiem jak do tego podejść, aby to nie skończyło się tragedią.

Wreszcie zrozumiałem, że warto bieganie łączyć z inną pasją, po to żeby nie wpadać w znane wielu biegaczom paranoje i aby życie biegacza czymś urozmaicać.

2017?

W kolejnym roku mam kilka planów do zrealizowania. Będę pracował nad wynikami na krótszych dystansach, wystartuję w, 3 półmaratonach aby poćwiczyć wytrzymałość, będę też mocno pracował nad swoimi niedoskonałościami ruchowymi.

 

Większość tematów, które tutaj poruszyłem zapewne doczeka się osobnych wpisów. Ze swojej strony już zapraszam do śledzenia bloga i poznawania piwa i biegania, razem ze mną.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *